Sabka i Zbyszek pracują
„Sabka i Zbyszek pracują już w konspiracji. Za jakiś czas Zbyszek sprowadzi Honorkę zza Bugu. Antoni zostawił ją tam z dziećmi, a sam wrócił do Warszawy. Wygodny człowiek, nie ma co! Sabka nie może tego zrozumieć „Wyzbyć się dzieci Zwalić je komuś na łeb, co za ojciec!" Żegnam serdecznie podróżników do Lwowa. Czy się jeszcze zobaczymy
Luty 1940 roku.
Śnieżyca i mróz. Ręce nam sztywnieją przy chowaniu broni do grobowca. Aniuta sina, ja ledwo mogę się ruszać. Zaczynamy kląć, ale to nie pomaga. Kotłowanina śnieżna jest taka, że nie widzimy siebie. To lepiej, i nas nikt nie zauważy. Wiosny już chyba nigdy nie będzie.
Już szósty dzień lutego. Józek na pewno uprzedził Jadźkę, czeka na mnie, a tymczasem coś musiało się popsuć
z rozkazami Henryka. Niecierpliwię się, gotowa jestem zapomnieć o otrzymanych instrukcjach.
Dziś przyjechał Edmund z Radomia. Już myśleliśmy, że zginął, nie dawał tak długo znaku życia. Był ranny pod Kutnem, potem wyrwał .się z kolumny jenieckiej, leczył rany u chłopa w stodole. Kiedy wrócił, żona i córeczki nie mogły go poznać, tak wychudł. Znów chorował. Teraz czuje się jako tako. Nasz kochany braciszek, swoim starym zwyczajem, ogląda sprzęty, dotyka książek, obrazków, dziwi się „wszystko to ocalało" Mówi o Sikorskim we Francji. O generale Galicy — góralu z dziada pradziada, który z wojskiem ukrywa się w górach i urządza wypady partyzanckie. Wspomina o majorze Hubalu, walczącym do dziś w Kielecczyźnie.“(14)
<<<< parami wyjść cicho
| Muzyka umilkła Na znak >>>>